Articles

Essential Norwegian Fiction

Rozmawiałem ostatnio z Dorthe Nors o współczesnej literaturze skandynawskiej i powiedziała, że literatura norweska przeżywa coś w rodzaju nowego złotego wieku. Czy uważasz, że to prawda? W jakim sensie?

Chyba ma rację, przynajmniej mamy wielu współczesnych autorów, którzy odnoszą sukcesy zarówno w kraju, jak i za granicą. Są to też bardzo różne głosy, żadnego z nich nie da się łatwo umieścić w jednej kategorii z drugim. Mamy również zainteresowaną i dobrze poinformowaną publiczność, jak również dobre i zorganizowane systemy wspierania i rozpowszechniania literatury.

Ale nie jestem pewna, czy istnieje prosta przyczyna tego współczesnego dobrobytu – zawsze byłam trochę sceptyczna wobec socjologicznych lub historycznych wyjaśnień tego czy owego w tak indywidualnym zawodzie jak nasz.

Powiedziała, że Norwegowie są w stanie uciec od znacznie większej ilości emocji w swoim pisaniu niż Duńczycy, co uznałam za interesującą obserwację. Powiedziała “Jest więcej patosu w Norwegach”. Czy zgodzisz się?

Tak, ona ma rację, mamy tendencję, aby nie trzymać się z dala od wszystkiego, co ludzkie, bez względu na to, jak niezręczne, grandiose, sentymentalne, nostalgiczne, żenujące, hiperboliczne, głupie, zabawne lub niebezpieczne może być. Jeśli Dania jest jasnym i błyszczącym diamentem, Norwegia jest czarnym i niezbyt oszlifowanym.

Zanim porozmawiamy o Twojej pierwszej książce, Sadze Gisli Sursson, pytanie ogólne: jak ważne są sagi islandzkie dla norweskiej literatury i naszego jej rozumienia? Czy norweskie szkoły poświęcają im dużo czasu, tak jak w Wielkiej Brytanii Chaucerowi i Szekspirowi?

Obawiam się, że niezbyt wielu moich kolegów podziela moją fascynację starymi sagami. Wciąż do pewnego stopnia są one nauczane w szkole, ale chciałbym móc powiedzieć, że ze wszystkich rzeczy, które były złe, kiedy dorastałem, znajomość tradycji sagi nie była jedną z nich.

Nie oznacza to jednak, że współczesna literatura norweska nie pozostaje pod wpływem sag, jeśli chodzi o styl, dowcip, ironię, miękkie miejsce dla realizmu – a zwłaszcza główny temat sag. W każdym razie niełatwo jest wybrać jednego współczesnego pisarza norweskiego, który – wcześniej czy później w swojej karierze – nie rozwodzi się nad bliźniaczymi pytaniami: Kim jestem? I skąd pochodzę? Pytanie to jest być może częściej zadawane w młodych narodach niż w starszych. Norwegia jest jeszcze dość młoda i nieukształtowana, podobnie jak Islandia w XII wieku. Wystarczy spojrzeć na naszą miłość do dzieciństwa i opowieści o dojrzewaniu.

W Sadze Gisli Sursson bohaterowie i akcja przenoszą się między Norwegią a Islandią w łańcuchu mrocznych i fatalnych wydarzeń. Jaka jest ta historia?

Zbyt skomplikowana, by ją opisywać, więc uwierzcie mi na słowo: to bezbłędna, pięknie napisana i złożona mieszanka sagi rodzinnej, historii miłosnej i powieści kryminalnej z nieznanym sprawcą. Pomocna jest znajomość wartości społeczeństwa, w którym toczy się akcja, jego kontekstu społecznego, politycznego i antropologicznego, ale współczesny mieszczuch powinien być bardziej niż zdolny do wskazania czarnego charakteru – na tym polega realizm. Jest to arcydzieło, które może być mierzone z prawie wszystkim w kanonie literackim.

I wszystkie wydarzenia kryminalne są uruchamiane przez dwie żony plotkujące?!

Nie całkiem – to jest uruchamiane przez rzeczywistość za plotką, prawdziwe umysły postaci, o których kobiety plotkują. Los jest w pracy, to znaczy, zarówno mężczyzna jak i kobieta mają wziąć swoją część winy.

Jest to również badanie męskości i braterstwa, prawda?

Absolutnie. To powieść o wspaniałym braterstwie, którego nikt zdrowo myślący nie chciałby zerwać – rozdzielić przez miłość i śmierć. I jest to jeszcze piękniejsza historia miłosna: między mężczyzną a kobietą.

Głównym przesłaniem wydaje się być to, że zemsta rodzi zemstę, przemoc rodzi przemoc.

Jak powiedziałeś – zemsta rodzi zemstę, przemoc rodzi przemoc – jest to trzon losu, ale ważne jest również, aby pamiętać, że w żadnej sadze nie trwa to wiecznie, aż do ostatniego człowieka, że tak powiem.

“Norwegia jest wciąż dość młoda i nieukształtowana, podobnie jak Islandia w XII wieku – wystarczy spojrzeć na nasze zamiłowanie do dzieciństwa i opowieści o dojrzewaniu”

Jest wiele środków zaradczych, by przerwać spiralę przemocy i zemsty, i właśnie w tym miejscu saga przestaje być tylko opowieścią o losie – by być przykładem – i zamienia się w pragmatyzm i realizm, opowieści o prawdziwych mężczyznach i kobietach.

Po całym tym rozlewie krwi i licznych zgonach kończy się to zgrabnie tym, że jedna z żon przyłapanych na plotkowaniu na początku – Aud, która była wprawdzie bardzo lojalna wobec swego teraz zmarłego męża – przechodzi na chrześcijaństwo i udaje się na pielgrzymkę do Rzymu, zostawiając Islandię za sobą na zawsze. Czy to typowe zakończenie? Jest taka idea bycia pomiędzy dwoma różnymi światami, dwoma różnymi wiekami, która powraca w książkach, które wybrałeś.

Aud wyjeżdża do Rzymu po tym, jak (bezskutecznie) próbowała pomścić swojego zamordowanego męża.

Ale to nie jest finał – w zakończeniu widzimy dwóch synów trzeciego brata (którego zostawili w Norwegii na początku książki), wiążących luźne końce poprzez zabicie ostatniego żyjącego zabójcy ich wuja – są oni, że tak powiem, spełnieniem życzenia ich ciotki Aud, która teraz (nieświadomie dla nich) zamieniła się w zakonnicę w Rzymie. Myślę, że można to nazwać zgrabną, a może raczej świętą fuzją ironii i realizmu.

Powiedz nam o swojej następnej książce, Wzrastanie gleby (1917) Knuta Hamsuna.

Well-Hamsun jest tutaj, ponieważ nie ma sposobu, by go ominąć. Rozdarł zarówno gramatykę, jak i leksykon naszego języka, zmieszał wysokie i niskie tony, dialekt i mowę arystokratyczną, i złożył wszystkie kawałki pięknie w całość – w zupełnie nową modę, którą nazywamy współczesną literaturą norweską. Tak jak każdy rosyjski pisarz wywodzi się z płaszcza Gogola, tak każdy norweski jest potomkiem Hamsuna, tak czy inaczej.

Jest to powieść pełna kontrastów – najbardziej oczywistych między odległym, tradycyjnym życiem agrarnym a szybko wkraczającym nowoczesnym światem. Pana własna powieść rozgrywa się w tym samym czasie i porusza podobne tematy. Dlaczego jest to tak interesujący okres dla norweskiej historii i literatury?

To bardzo typowy norweski temat – i typowy, jak sądzę, dla wielu małych krajów, które przeszły tak dramatyczne zmiany w ciągu zaledwie jednego lub trzech pokoleń. Sztuka polega oczywiście na tym, aby nie być nostalgicznym samemu, w swojej pisarskiej głowie, ale na tym, aby potraktować to jako koncepcję literacką, coś, co jest naturalne dla rodzaju ludzkiego, tak aby można było to prześwietlić pod każdym kątem.

“Zawarliśmy milczący układ – ukarać go pośmiertnie za jego idee polityczne, a jednocześnie, niechętnie, pochwalić go za wkład w literaturę”

Wtedy będziesz w stanie dostrzec także problematyczny i reakcyjny aspekt nostalgii, a nie jestem pewien, czy Hamsunowi do końca się to udało… – był przecież zdeklarowanym i nieuleczalnym nazistą. Zawarliśmy więc (przynajmniej większość z nas) milczącą umowę – ukarać go pośmiertnie za jego czyny i idee polityczne, a jednocześnie (niechętnie) pochwalić za wkład w rozwój języka i literatury norweskiej. Po prostu nie mamy wyboru, on jest naszym Lutrem, naszą Biblią Króla Jakuba. W wyniku tej próby pragmatyzmu nadal czytamy i cenimy jego prace, ale nie nazywamy jego imieniem ulic i platform wiertniczych (pozostawiamy je bardziej smakowitym istotom, takim jak Henrik Ibsen, Alexander Kielland, itd…)

Przedstaw nam swoją kolejną książkę, Sjenanse og Verdighet (1994; Nieśmiałość i godność, 2006) autorstwa Daga Solstada.

Dag zajmuje w swoim pokoleniu (urodzonym w 1941 roku) zarówno bardzo podobną, jak i zupełnie inną pozycję niż Hamsun w swoim. Dag jest i był niekoronowanym i niekwestionowanym przywódcą wieży z kości słoniowej od czasu swojego debiutu w późnych latach sześćdziesiątych, podczas gdy Hamsun był zawsze samotnikiem. Dag jest jedynym współczesnym pisarzem, którego wszyscy (no, prawie, znam dwóch, którzy się do tego nie stosują) musimy czytać, kiedy wydaje nową książkę. Głównie dlatego, że znów zawrócił język, dał mu pierwszy nowy zwrot od czasu, gdy Hamsun nas opuścił.

Ta książka również wydaje się być rodzajem lamentu bohatera powieści, nauczyciela Eliasa, za poprzednim światem, który, jak widzi, szybko znika. Czy jest to satyra?

Tak, jest to lament. Wszystko, na czym Dag położy ręce, okazuje się w ten czy inny sposób lamentem. Widzisz – jako oddany komunista – historia nie rozwija się po jego myśli.

I masz całkowitą rację, pytając, czy to satyra. Bo to jest właściwie jedno i drugie – zarówno satyra, jak i nie. Dag może to umożliwić. Zaprzecza kategorycznie (w wywiadach) faktowi (moim zdaniem), że jest ironiczny, i tworzy w ten sposób trzecią warstwę w swoim pisaniu – od ironii z powrotem do prawdy. I chodzi mi o to, że jeśli ciągle tworzysz głównych bohaterów, którzy lamentują, że większość ludzi wokół nich to idioci, projekt mógłby łatwo zamienić się w elitarystyczny koszmar. Ale z samouwielbieniem i autoironią wszystko może ujść na sucho. On robi to w najpiękniejszy możliwy sposób. A w końcu kto nie uważa się – przynajmniej od czasu do czasu – za mądrzejszego od innych?

Ciekawe, że szczyt kryzysu Eliasa następuje w momencie, gdy wygłasza on pełen pasji wykład na temat Dzikiej kaczki Ibsena – najsłynniejszej sztuki ojca współczesnego dramatu i jednej z największych postaci norweskiej kultury – i uświadamia sobie, że żadnego z jego studentów to nie obchodzi.

Dag jest prawdziwym intelektualistą i ma wiele odniesień do poprzednich bohaterów, i prawdopodobnie spędził więcej czasu z Ibsenem niż z kimkolwiek innym – zarówno w tej powieści, jak i w czterech innych, o ile pamiętam. Ibsen jest dla niego nawet ważniejszy niż Hamsun (którego również ceni), i to w dość złożony sposób – Ibsen go niepokoi, jak każda postać ojca i ikona narodowa powinna. Zmaga się z Ibsenem, poruszając się jak kolejka górska między szacunkiem a krytyką, podziwem a irytacją.

Jak centralne miejsce w jego twórczości zajmuje polityka?

Mimo swoich naprawdę silnych poglądów politycznych raczej unika zbyt bezpośrednich odniesień do nich w swojej literaturze. Nie jest propagandystą, raczej tańczy wokół własnych poglądów, wciąga je w tango, albo – dosadniej – zajmuje stanowisko negatywne, czyli wyśmiewa poglądy przeciwne, a zwłaszcza styl życia i obyczaje, których sam nie podziela. Satyryk, ale też do pewnego stopnia myśliciel podważający i ośmieszający swoje lewicowe poglądy. Zawsze jest interesującym i złożonym pisarzem.

Czy zajmuje się przeszłością kraju, czy skupia się na teraźniejszości?

Pracuje głównie z rzeczami współczesnymi, ale ma oko do historii, napisał kilka artykułów na wiele tematów historycznych, a także opublikował trylogię osadzoną w czasie II wojny światowej, podczas okupacji Norwegii.

Jego następną książką są Beatlesi Larsa Saabye Christensena (1984; przetłumaczona przez Dona Bartletta w 2001 roku). Dlaczego uważa Pan, że jest to ważna książka?

Równie dobrze mógłbym wspomnieć o jego wspaniałej powieści Półbrat, wspaniałym dziele. Lars jest poetą wśród nas, nieustannie pracującą maszyną metafor. Jest mistrzem prozy poetyckiej, nieustannie stawiającym odwieczne norweskie podwójne pytanie: “Kim jesteśmy? I skąd pochodzimy?”. Może też rozszerzając je lub pogłębiając: “Jak, do cholery, skończyłem będąc tym, kim jestem?”

Zdobądź cotygodniowy newsletter Five Books

Zarówno Beatlesi, jak i Półbrat to historie o dojrzewaniu, najeżone szczegółami, wrażeniami, znacznikami czasu, przesunięciami w czasie, zapachami i dźwiękami oraz furią – często melancholijne, ale z zabawnymi epizodami, szokującymi niedopowiedzeniami, cichym sprytem, a nawet wielką tragedią.

Powinni go czytać wszyscy ludzie, którzy należą do którejś z trzech następujących kategorii:

1) Zainteresowani Norwegią.

2) Zainteresowani literaturą norweską.

3) Zainteresowani literaturą.

Lars jest tak typowo norweski w swoim otoczeniu i tak typowo ludzki w swoim myśleniu, że może być rozpoznany przez każdego, niezależnie od tego, za kogo się uważa.

Moja walka Karla Ovego Knausgårda jest twoją ostatnią książką – choć tak naprawdę jest to seria sześciu książek. Wszystkim, którzy przez ostatnie kilka lat przebywali na innej planecie, możesz przybliżyć te książki i wyjaśnić, dlaczego stały się taką sensacją?

Niełatwe zadanie. Niesamowity Karl Ove Knausgård przyszedł do rzemiosła z programem – mówić prawdę i tylko prawdę. Moim zdaniem to ślepy zaułek, zarówno moralnie, jak i egzystencjalnie.

Ale program jest – dzięki Bogu – niekoniecznie zgodny z rezultatem końcowym. Clausewitz (między innymi) powiedział: pierwszą ofiarą wojny jest prawda.

I jaki cud nie powstał z błędnego przekonania – lub wypadku, jak mógłby to ująć Isaac Newton?

Walka jest czymś tak rzadkim, jak dobrze skomponowany, czasem świetnie napisany i zorganizowany strumień świadomości, który trwa, jak powiedziałeś, przez 3000 stron.

Dobrze zorganizowany strumień świadomości – czyż nie jest to sprzeczność sama w sobie?

Z pewnością tak, ale Knausgårdowi udaje się genialnie utrzymać porządek w chaosie, jego język jest jasny, czysty i płynie jak rzeka w korycie innej rzeki, tej z tradycji, którą on sam nie zawsze rozpoznaje.

“Im mniejsza jest rozbieżność czasowa między pisaniem a czytaniem, tym bardziej dynamiczne wydaje się doświadczenie lektury”

Prowadzi swoją prozę bez wysiłku między tym, co banalne, a tym, co kościelne. Oto życie codzienne w całej swej błyskotliwej ponurości połączone z uczonymi esejami na najbardziej niezwykłe tematy filozoficzne. I choć wolę jego chirurgiczne pióro rozbierające trywialność codzienności, to jej blask nie byłby tak jasny bez bardziej teoretycznych esejów.

Określono go mianem norweskiego Prousta. Powiedział, że jego celem było “pisać prosto o swoim życiu”. To prawda, że może pisać o wylewaniu mleka na płatki i uczynić to wciągającym.

Pozwól mi powiedzieć coś o czasie, skoro wspomniałeś o Prouście. Będąc w stanie pisać tak szybko jak Knausgård, bez utraty przyczepności i intensywności, udaje mu się przekazać pewien i dość niezwykły przepływ do procesu czytania – nie jestem pewien, jak to ująć, ale im mniejsza jest rozbieżność czasowa między pisaniem a czytaniem, tym bardziej dynamiczne wydaje się doświadczenie czytania. Ma to, jak sądzę, coś wspólnego ze świeżością, bliskim kontaktem między doświadczeniem pisarza i czytelnika. Myślę, że jest to przynajmniej część odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak wielu czytelników uzależnia się od jego pracy. Oprócz tego, że – oczywiście – jest to powód, dla którego tak wiele osób rozpoznaje się w jego pracach; programowo lub nie, udało mu się namalować niezwykle porywający i prowokujący obraz naszych czasów.

(Szybka praca to – nawiasem mówiąc – nie jest coś, co bym polecał, chyba że jest się Knausgårdem.)

Jego pisarstwo zostało również opisane jako “pozbawione sztuki”, a tytułowa “walka” jako walka z dala od sztuki. Czy zgadza się to z Twoimi wrażeniami?

Słowo “bezsztuczny” nie przychodzi mi od razu do głowy, chyba że w tym sensie, że próbuje uwolnić się od tradycji, od uścisku wszystkich poprzedników – a któż nie próbuje tego zrobić? Ogólnie rzecz biorąc, wydaje mi się czasem bardziej artystyczny niż, na przykład, Dag czy Lars… – ale może ludzie, którzy opisują jego prozę jako pozbawioną sztuki, to ludzie, którzy zapisali się do jego programu?

Powiedział, że aby być autorem, trzeba mieć “zdolność do ponoszenia porażek przez lata”. Tym właśnie jest dla mnie pisanie: ponoszeniem porażek z całkowitym oddaniem.”

Ma oczywiście rację – bez porażek nigdzie nie dojdziesz. A kiedy przestajesz ponosić porażki i myślisz, że jesteś wreszcie wykształcony, nie tylko nie jesteś już pisarzem, nie jesteś już żywy. Nie oznacza to jednak, że musisz publikować wszystkie swoje porażki i klęski – kradzież czasu czytelnikom nie jest przyzwoitym zajęciem.

Masz wspólnego tłumacza, Dona Bartletta, który zawsze jest bardzo chwalony za swoją pracę. Trzeba przyznać, że bez takich tłumaczy nigdy nie mielibyśmy okazji przeczytać książek takich jak te, o których dziś rozmawialiśmy – zresztą niektóre z nich wciąż czekają na tłumaczy…

Don od lat jest moim aniołem stróżem. Sam mówi, że jestem najbardziej wymagającym z jego skandynawskich klientów, ale do dziś nie przeczytałem ani jednej recenzji, w której krytyk nie chwaliłby tłumaczenia – wygląda to tak, jakby książka była napisana oryginalnie po angielsku, mówią. I za to jestem najbardziej wdzięczny.

Czy może nam Pan powiedzieć, jak to jest być tłumaczem? Mój znajomy tłumacz powiedział: “Trudno sobie wyobrazić bardziej niesamowite doświadczenie niż to, że czyta się siebie – zapośredniczone przez kogoś innego – w obcym języku.”

Trafne spostrzeżenie – sam dokonałem kilku przekładów ze staro islandzkiego. Ci autorzy już dawno nie żyją, ale wciąż wiszą jak miecze Damoklesa nad moją szyją, więc zapamiętam ten cytat.

Wywiad Thea Lenarduzzi

Five Books stara się, aby rekomendacje książek i wywiady były aktualne. Jeśli jesteś autorem wywiadu i chciałbyś zaktualizować swój wybór książek (lub nawet tylko to, co o nich mówisz), napisz do nas na adres [email protected]

Wspieraj Five Books

Wywiady Five Books są drogie w produkcji. Jeśli podobał Ci się ten wywiad, prosimy wesprzyj nas przekazując niewielką kwotę.